Ktoś „mądry” powiedział ostatnio, że to całe zabóstwo w Łodzi, którym to się pasjonuje Polska z racji braku lepszych tematów, to pierwsze od 1980-któregoś roku zabójstwo polityczne. No ludzie, czy wy już kompletnie nie myślicie? Jakby to było zabójstwo polityczne, zginąłby Jarosław (zamkniecie już mnie za to?), a nie jakiś asystent europosła. No kimże on był, że od razu polityk. Tak samo, jakby nazywać asystenta prezesa osobą z zarządu firmy.
Kolejna sprawa to sam morderca. Człowiek ten, podobno zmanipulowany nienawiścią, wojną polsko-polską i innymi ciekawymi słówkami, których już nie chce mi się przytaczać, zrobił to właśnie z powodu manipulacji.
A gdyby tak ktoś zamordował powiedzmy asystenta handlowca? Czy zwoływano by niesamowite posiedzenia Związku Asystentów Handlowców (istnieje coś takiego w ogóle?), proponowano by ochronę wszelkich BOR-owików, ogranizowano ogromne pogrzeby? Przecież to, co się wyprawiawia, to jest paranoja.
Zastanawia mnie tylko, do czego istotnego jest to temat zastępczy.



0 Odpowiedzi do “„Polityczne” morderstwo”